Naczyniaki.pl - forum poświęcone naczyniakom Strona Główna Naczyniaki.pl - forum poświęcone naczyniakom


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Wsparcie psychiczne.
Autor Wiadomość
A/arcarsenal 
Zaufani początkujący


Wiek: 32
Dołączyła: 03 Kwi 2007
Posty: 16
Skąd: gdańsk
Wysłany: 2007-07-02, 16:09   

to może wypowiem się z perspektywy czasu :)

jako dziecko miałam straszne kompleksy, cały czas chodziłam ze spuszczonym łbem. dzieci nie chciały mnie dotykać, bały się, że się zarażą. w podstawówce miałam nawet taką ksywę, "pomarszczony policzek". na ulicy podchodzili dorośli i pytali, co mi się stało - często dostawałam pieniądze od obcych ludzi, pewnie w geście jałmużny :) wiadomo, ludzie potrafią być niedelikatni - bardzo przeżywałam każdy komentarz na swój temat. rodzicom oczywiście o tym nie mówiłam, wstydziłam się podejmować tego tematu. długo trwało, zanim nauczyłam się jakiejkolwiek asertywności.

jestem ciekawa, jak rozmawiacie z dziećmi o ich naczyniakach. jak one odbierają swoją inność? ten temat nie był chyba jeszcze poruszany na forum, a myślę, że jest nie bez znaczenia - w końcu naczyniak na pewno odbije się mocno na ich psychice. czekam na odpowiedzi :)
 
 
     
A/Mulesia 
Zaufani początkujący
Danka


Wiek: 55
Dołączyła: 17 Maj 2007
Posty: 171
Wysłany: 2007-07-02, 17:00   

Ja przede wszystkim staram się podnosić na każdym kroku poczucie wartości mojego dziecka. Wydaje mi się, że z powodzeniem. Poza tym, staram się tłumaczyć synkowi,że najważniejsze jest to, że dziecko jest miłe, mądre - innymi słowy, że liczy się wnętrze człowieka. Kiedy opowiada mi o ulubionej koleżance z przedszkola, nigdy nie zadaję standartowego pytania " czy jest ładna ", zawsze pytam, czy jest miła, mądra, sympatyczna itp. Tłumaczę, że ludzie są różni (grubi, szczupli, w okularach i bez, z chorymi nóżkami, z naczyniakami )
i to nie ma żadnego znaczenia dla oceny człowieka.
Na nietaktowne pytania obcych ( dorosłych ) staram się reagować spokojnie. Syn także się tego nauczył. Odpowiada, że ma naczyniak
i że taki się urodził.
Z dziećmi jest większy problem. One po prostu potrafią być bardzo nieprzyjemne. Syn ma grono przyjaciół. Tłumaczę mu, że nigdy nie jest tak, że wszyscy cię lubią. Że ja także nie jestem przez wszystkich lubiana i to jest normalne. Nie ma czym się przejmować.
Wiem, że synek ma problemy. Staram się mu tłumaczyć, że one są po prostu częścią życia, że każdy ma jakieś kłopoty.
Zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie rozwiążę za synka wszystkich jego problemów. O wielu z nich zapewne w ogóle nie będę wiedziała. Staram się na tyle wzmocnić go psychicznie, by coraz lepiej radził sobie beze mnie, ale to naprawdę jest dla mnie trudne.
Proszę mi wierzyć, że nieraz w pierwszym odruchu mam ochotę po prostu skrzyczeć łobuziaka dokuczającego mojemu dziecku. Nie robię tego. Próbuję tłumaczyć. Nie wiem , co jeszcze mogłabym zrobić.
_________________
Pozdrawiam . Mama Piotrusia.
 
     
A/mamapoli 
Zaufani początkujący


Wiek: 45
Dołączyła: 03 Kwi 2007
Posty: 13
Skąd: Marki
Wysłany: 2007-07-02, 21:28   Wsparcie psychiczne

Pani Danuto- ja myślę, że wspiera Pani synka w bardzo mądry sposób- czasem trzeba uśpić emocje. Dziecko widzi, jak my, najbliżsi, się zachowujemy i to na nas się wzoruje. Bardzo też podoba mi się, jak Pani "objaśnia" synkowi świat. Oczywiście jest tak, że my tylko pomagamy dzieciom iść przez życie- sami go za nie nie przeżyjemy. Ale możemy to robić tak, żeby dziecko czuło się potrzebne i kochane.
Moja córeczka ma dopiero 11 miesięcy, jej naczyniak szybko się wchłania, ale nie wiem, jakie ślady po sobie pozostawi. Póki co- to ja zmagam się z uwagami i komentarzami... Te na szczęście nie są złośliwe.
 
     
domi00 
Zaufani początkujący


Wiek: 29
Dołączyła: 14 Sie 2007
Posty: 2
Wysłany: 2007-08-14, 03:54   

Witam panie,
mam 16 lat i podobnie jak Wasze dzieci naczyniaka płaskiego na prawym policzku i kawałek pod nosem. Urodziłam się z nim i oczywiście lekarze postawili jedną, zgodną diagnozę - należy czekać. Początkowo miałam czekać do drugiego roku życia bo być może naczyniak się wchłonie. Tak jednak się nie stało, a mimo to diagnoza nie została zmieniona. Każda wizyta u lekarza konczyła się ewentualnie przepisaniem jakiegoś kremu, który poważnie odchudzał budżet rodziców, lecz niestety w ogóle nie pomagał. Przy późniejszych wizytach dowiedziałam się, iż muszę czekać do momentu, gdy dostanę pierwszą miesiączkę, gdyż istnieje możliwość, że wraz z nią naczyniak się wchłonie. Miesiączek miałam już mnóstwo natomiast naczyniak jak był tak jest. Do tej pory nic nie pomogło i pewnie oprócz operacji nic też nie pomoże.

Właściwie chciałam napisać, że jestem lekko zszokowana czytając Wasze posty. Jesteście załamane, wylewacie łzy dlaczego to akurat przytrafiło Wasze dziecko. Wydaje mi się, że robicie nieco z igły widły. Są przecież na świecie dużo gorsze rzeczy niż naczyniak, pomyślcie że Wasze dziecko mogło urodzić się z porażeniem mózgowym albo nie mieć obu rączek - to jest zdecydowanie większa tragedia niż jakaś plama, która, bądź co bądź, w niczym nie przeszkadza.
Prawdą jest, że Wasze dzieci będą narażone na liczne spojrzenia przechodniów i komentarze innych ludzi, ale to wcale nie jest uciążliwe. Wiem z doświadczenia, w końcu 16 lat mam naczyniaka na twarzy. Moi znajomi w ogóle nie zwracają na niego uwagi, jak twierdzą - nawet go nie zauważamy. Przyznam, że w życiu spotkałam się tylko z jednym przykrym komentarzem na temat owego naczyniaka. Kiedy miałam 8 lat ksiądz na lekcji religii zapytał mnie co mi się stało w policzek. Kiedy odpowiedziałam, że jest to naczyniak i że mam go od urodzenia stwierdził, iż koniecznie muszę zakupić sobie jakiś lek, który mi to wyleczy ponieważ nie wygląda on zbyt zachęcająco. Ośmiolatce raczej nie powinien mówić takich rzeczy człowiek, który z reguły budzi szacunek, prawda? No ale mniejsza o to. Czasem jedynie ktoś nowopoznany zapyta, czy mam podbite oko, lecz poza tym wszystko jest w porządku.

Nie przejmuję się tym naczyniakiem i nie ubolewam nad faktem, iż go mam, ponieważ znam swoje poczucie wartości i żaden komentarz nieobeznanego człowieka mi go nie zniszczy. Nie jest tak, że jestem mniej lubiana lub mniej podobam się osobom płci przeciwej, wręcz przeciwnie. Spośród wielu znanych mi dziewcząt to zawsze ja miałam najwięcej kolegów a i na brak adoratorów nigdy nie narzekałam. Nie czuję się odmieńcem, bo nim nie jestem i uwieżcie, Wasze dzieci też nie będą. Są ludzie, którzy mają brzydkie włosy, są ludzie, którzy mają krzywe nogi i są też tacy, co mają naczyniaka. Nikt nie jest ideałem, prawda?
Ja na Waszym miejscu bardziej martwiłabym się tym, czy uda mi się mentalnie wychować swoje dziecko, a nie bawiła się w jakieś usuwania, aby wyglądało jak najlepiej.

Tak jak książki nie ocenia się po okładce, tak też ludzi nie ocenia się po wyglądzie - pamiętajcie o tym.

Pozdrawiam.
 
 
     
A/Mulesia 
Zaufani początkujący
Danka


Wiek: 55
Dołączyła: 17 Maj 2007
Posty: 171
Wysłany: 2007-08-14, 07:16   

Dzięki za rady , bez nich wielu z nas nie wiedziałoby czym może się martwić.
A mówiąc poważnie, chyba nie czytałaś uważnie treści naszych postów. Przynajmniej mojego na pewno nie. Pisałam bowiem o właśnie o wzmocnieniu poczucia wartości mojego synka i nauczeniu go, że ludzi nie ocenia się po wyglądzie.
Dziewczyna, która zainicjowała temat zwróciła uwagę na kompleksy, które mogą mieć nasze dzieci z uwagi na odmienny wygląd. Mogą, ale nie muszą, bo to zależy od ich wrażliwości, chrakteru itd.
Cieszę się, że nie miałaś większych problemów z tym związanych. Moje dziecko miało. Raz omal nie zostało ukamieniowane na podwórku przez nieznanych chłopców za "głupi " wygląd. Nie wylewam nad tym łez, ale trudno bym nie widziała problemu.
Wylewam natomiast łzy nad tym, że mój synuś ma naczyniak w gardle, że nie wiem czy będzie mógł normalnie oddychać, jeść, mówić. Czy będzie żył. Zapewniam Cię, że nie robię z igły widły, jak piszesz w swoim liście.
Naczyniaki, to nie tylko kwestia wyglądu, to realne współistniejące problemy zdrowotne. Dobrze, że ciebie ominęły. Wiele mam z forum boryka się z nimi.
Twój post z jednej strony trochę mnie rozzłościł, z drugiej pocieszył. Być może w moim dziecku też uda mi się wyrobić taką pewność siebie. Choć raczej przestrzegałabym go przed stanowczością osądów.
Skłonność do oceniania innych oraz mówienia im , co powinni czuć i myśleć wiąże się zapewne z twoim młodym wiekiem. Pozdrawiam.
_________________
Pozdrawiam . Mama Piotrusia.
 
     
domi00 
Zaufani początkujący


Wiek: 29
Dołączyła: 14 Sie 2007
Posty: 2
Wysłany: 2007-08-14, 15:15   

Właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Rozumiem to, że każda matka martwi się i troszczy o swoje dziecko, stara się je chronić. Rozumiem to, bo moja mama zawsze zachowywała się podobnie. Nie narzucam nikomu tego, co powinien myśleć i jeśli tak to zabrzmiało to niech pani uwierzy, nie miałam tego na celu. Chciałam jedynie przedstawić swój stosunek w owej sprawie, uzmysłowiając Wam poniekąd, że z wiekiem problem naczyniaka (bynajmniej w moim przypadku) zmniejsza się lub wręcz zanika całkowicie. Na pewno nie zrozumiem pani problemu w pełni, ponieważ ja nie mam żadnych problemów zdrowotnych z nim związanych. Istniało zagrożenie pogorszenia się lub utraty wzroku, ale na szczęście naczyniak nie rozrósł się na tyle, by dojść do oka.

Pewna odmienność naszych poglądów zapewne wynika, tak jak pani wspomniała, z różnicy wieku. Poza tym punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Pani bowiem jest matką dziecka z naczyniakiem, a ja jestem dzieckiem z naczyniakiem.

Nie chciałam nikogo tu urazić i jeśli tak to zabrzmiało to przepraszam.
Pozdrawiam i życzę braku problemów z naczyniakiem.
 
 
     
Milla29 
Zaufani początkujący


Wiek: 43
Dołączyła: 21 Kwi 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-08-21, 15:01   

domi00 napisał/a:
Nie przejmuję się tym naczyniakiem i nie ubolewam nad faktem, iż go mam, ponieważ znam swoje poczucie wartości i żaden komentarz nieobeznanego człowieka mi go nie zniszczy. Nie jest tak, że jestem mniej lubiana lub mniej podobam się osobom płci przeciwej, wręcz przeciwnie. Spośród wielu znanych mi dziewcząt to zawsze ja miałam najwięcej kolegów a i na brak adoratorów nigdy nie narzekałam. Nie czuję się odmieńcem, bo nim nie jestem i uwieżcie, Wasze dzieci też nie będą.

Gratuluję Ci pewności siebie :-) Doskonale sobie poradziłaś z tym co zesłał Ci los
Tak jak napisała Danuta Churas, my wcale nie użalamy się nad losem naszych dzieciaków tylko chciałybysmy zaoszczędzić im wytykania palcami i głupich pytań "A dlaczego on/ona ma...." :-(
My (przynajmniej w moim wypadku) nie staramy się trzymać dzieci pod kloszem i chuchać na nie, mój syn pomimo naczyniaków których nawet naciągnięcie skóry grozi peknieciem i krwawieniem, gania po placach zabaw fika z innymi dziećmi, na łace gania z psami różnej maści i wielkości, a ja stoję z boku i w plecaku zawsze mam opatrunki :-| Staramy się dawać im tyle wolności żeby poznały życie i zabawy zdrowych dzieci.
Będziesz kiedyś mamą to zobaczysz co znaczy bać się o swoje dziecko, żeby nic fizycznie mu się nie stało, ale i żeby uniknęło psychicznych ran które zadają ludzie odwracający się na widok ułomności lub pokazujący palcami i szeptający. Pomimo ze codziennie po 100 razy zapewniamy swoje dzieciaki że są najcudniejsze i najfajniejsze, sama dobrze wiesz jakie rany zadają głupie komentarze i wytykanie palcami.
Dodam że to samo przeżywają matki dzieci "innych" tzn jak słyszą "Ale rudzielec", "Ale grubas z tego dziecka", "Rany ale ma odstające uszy" Niby nic ale jak może to zepsuć ocenę swojego wizerunku i samooceny :-? A każda z mam chce zaoszczędzić tego swoim pociechom.
Jeszcze raz gratuluję Ci tak wysokiej samooceny i tego że udało Ci się ją osiągnąć :-D
Pozdawiam
_________________

 
 
     
andrzejjj
Zaufani początkujący


Dołączył: 08 Wrz 2008
Posty: 3
Wysłany: 2008-09-09, 22:17   

tak słowo od siebie jeśli mógłbym się wtrącic :] Radziłbym nie tłumaczyć dziecku, ze kazdy ma problemy itp. Dzieci uczą się strachu od swoich rodziców, co szeroko opisują psychologowie. Myśle ze dziecko nie martwiłoby się tak bardzo swoją dolegliwościa w przyszłości gdyby nie byłą stwarzana atmosfera martwienia się tym problemem w jego domu.
Z własnego doświadczenia wiem, ze to działa mimo mojego już niedziecięcego wieku :]. Zanim rozpoznano u mnie naczyniaka w nodze, nie wiedziano jeszcze co to jest... wiadomo było tylko ze jakiś nowotwór. Ja sam wiedziałem ze nie jest to nic złego z racji tego ze powodowało to u mnie bóle juz od urodzenia(jak sądze), więc się tym bardzo nie przejąlem...dopiero kiedy zobaczyłem jak moja mam się tym martwi, kiedy zaczeła mi wmawiać ze wszystko bedzie dobrze i wtórowali jej przy tym lekarze, któzy też mówili "wszystko bedzię dobrze"... to kurcze dopiero wtedy zacząłem się tym martwić na sierio
 
     
A/iwonachat
Zaufani początkujący


Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 40
Wysłany: 2009-01-16, 18:41   

Moja Madzia urodziła się z małą plamką, która później bardzo się rozrosła. Naczyniak umiejscowił sie pod policzkiem na wysokości kości żuchwy i nie sposób go nie zauważyć. Na początku byłam przerażona. Naszą wędrówkę po lekarzach rozpoczęliśmy gdy Madzia miała 6 tygodni, a później to już były wizyty u wszystkich lekarzy, którzy zajmowali się tą tematyką. Zaczęliśmy w Kielcach potem był Wrocław, Polanica i wreszcie Gdańsk. Wszyscy poza dr Wyrzykowskim kazali czekać i tak czekaliśmy do ubiegłych wakacji. Myślę, że nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że sam się nie wchłonie. Teraz wiem, że musimy mu trochę "pomóc". Mamy zaplanowany zabieg na początek marca. Jeśli chodzi o tłumaczenie dziecku co ma na buzi to ja przyjęłam prostą metodę. Oczywiście na początku się buntowałam i pytałam dlaczego to właśnie moja śliczna córcia, ale później w myślach sama siebie karciła, że ludzie mają przecież większe problemy. Wtedy też postanowiłam, że zrobię wszystko żeby Madzia nie czuła się wyobcowana. Od początku tłumaczyliśmy jej jaja jest śliczna i mądra, że tylko naprawdę wyjątkowe dzieci mają naczyniaczki, i że dzięki temu nigdy mi się nie zgubi ( śmieszne) Kiedy ludzie przyglądają się jej i oczywiście pytają co tu ma to ona sama opowiada z uśmiechem, że to naczyniak i nie wolno go dotykać bo jest bardzo delikatny i cenny. Miałyśmy kilka sytuacji kiedy ludzie natarczywie się jej przyglądali ale najbardziej utkwiła mi w głowie sytuacja gdy byliśmy z roczną wtedy córcią w Zakopanem i jakich chłopiec powiedział do swojej mądrej mamusi: zobacz co ta dzidzia ma? Mądra mamusia odpowiedziała mu wtedy, że Dzidzia jest chora i żeby się przyglądał. Zabolało mnie bardzo, tak bardzo jak to, że ktoś w tym wątku napisał "dzieci niepełnosprawne". Ja uważam naczyniaki za przypadłość a nie kalectwo. Wracając do uświadamiania dziecka to chyba troszkę przedobrzyłam bo teraz chcąc przygotować Madzię do zabiegu mówiłam jej, że Pan doktor zrobi czary mary i zabierze naczyniaczka. Moja córcia odpowiedziała, że nie chce bo ona kocha swojego naczyniaczka i że dzieciom będzie smutno kiedy nie będzie go miała i rozpłakała się. Metoda z oswajaniem była skuteczna ale jak teraz ją przekonać żeby go oddała?
 
     
A/Mulesia 
Zaufani początkujący
Danka


Wiek: 55
Dołączyła: 17 Maj 2007
Posty: 171
Wysłany: 2009-01-17, 10:09   

iwonachat, być może w przypadku Twojej córki to przypadłość, a nie kalectwo.
Jednak wiele dzieci ( w tym mój syn ) ma naczyniaki utrudniające normalne funkcjonowanie ( jedzenie, oddychanie, wydalanie )
Część ma tracheostomię, część jest odżywiana pozajelitowo.

Dziękuj Bogu, że możesz powiedzieć " to przypadłość ".

Bo u innych dzieci, to jest kalectwo ( nawet zagrażające życiu ).

Mój syn jest już po dziewięciu różnych zabiegach operacyjnych.

Nadal dzieci wołają do niego " krzywy ryj" . Epizody obrzucania kamieniami, mówienia " głupio wyglądasz, masz g...no na twarzy wciąż jeszcze się zdarzają. Spróbuj wytłumaczyć siedmiolatkowi, który boi się wyjść w czasie przerwy na boisko szkolne, że został "obdarowany".

Myślę, że tamta mama i tak zareagowała rozsądnie.

Ja spotkałam się z innymi głośnymi reakcjami dorosłych ( w stylu: mamusia niczego sobie, ale dziecko jakieś takie wybrakowane ).

Długo mogłabym pisać na ten temat.

Jakoś sobie radzimy, jakoś z tym żyjemy. Na pewno nie jest to dla nas "przypadłość".
_________________
Pozdrawiam . Mama Piotrusia.
 
     
A/iwonachat
Zaufani początkujący


Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 40
Wysłany: 2009-01-17, 18:46   

Droga Mulesia nie było moim celem nikogo urazić. Nie mogę sobie wyobrazić jak ludzie mogą być tak okrutni i mówić takie straszne rzeczy do Twojego synka. Rozumiem i szczerze trzymam kciuki aby Wasza historia zakończyła się pozytywnie i po naczyniakach zostało jedynie wspomnienie. Przepraszam jeśli Cię uraziłam, ale pisząc swój post miałam na myśli naczyniaki takie jak u mojej Madzi, które nie powodują zagrożenia życia i nie upośledzają czynności organizmu, a są jedynie kosmetycznym defektem i w tym właśnie przypadku nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem "kalectwo". Poza tym przykład, który przytoczyłam był tym, który zapadł mi w pamięci, ale były również inne. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego Iwona
 
     
A/Mulesia 
Zaufani początkujący
Danka


Wiek: 55
Dołączyła: 17 Maj 2007
Posty: 171
Wysłany: 2009-01-17, 21:41   

iwonachat, nie uraziłaś mnie.
Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy pisze na podstawie własnych doświadczeń. Po prostu moje są inne.

Chciałam tylko uświadomić czytającym Twój post, że nie można traktować naczyniaków w kategoriach defektu kosmetycznego.
Takie podejście ( często spotykane nawet u lekarzy ) mści się bowiem na dzieciach i to do tego stopnia, że w skrajnych przypadkach doprowadza do stanu zagrożenia życia.

Widziałam wiele ciężkich przypadków.
Ostatnio dziecko z naczyniakowatością twarzowo-mózgową. Prawie 5 - letnie, z atakami padaczki, z utratą wzroku w jednym oku i osłabieniem w drugim, noszące pieluchę. Funkcjonujące na poziomie malucha ( a przy tym naprawdę urocze ).

Słyszałam o dziewczynie, której usuwano naczyniak z okolic kręgosłupa i przerwano przy tym rdzeń kręgowy.

Widziałam maluchy z oddychające przez rurki w gardle, odżywiane pozajelitowo.

Albo dzieci mające naczyniaki na całej twarzy ( tak , że praktycznie twarzy nie widać ), albo mające niby to kosmetyczne wielkie naczyniaki, które upośledzają widzenie, wykrzywiają nos itd.

Po prostu napatrzyłam się na to i dlatego czułam potrzebę napisania o tym.
_________________
Pozdrawiam . Mama Piotrusia.
 
     
A/iwonachat
Zaufani początkujący


Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 40
Wysłany: 2009-01-18, 11:25   

Zaczynam się zastanawiać czy tytuł tego wątku jest na pewno trafny. Dostrzegłam bowiem, że niektóre posty zamiast dawać wsparcie i dodawać sił do walki wręcz dołują. Widzę również tendencję "prostowania" każdego kto mówi, że naczyniaki to nic strasznego i da się z nimi żyć a w większości przypadków albo same zanikają albo przynajmniej usuwa się operacyjnie. Rozumiem osoby, które mają poważne problemy z naczyniakami ale większość osób, które trafiają na to forum to rodzice dzieci z naczyniakami nie powikłanymi. Myślę, że powinniśmy raczej podnosić się na duchu a nie straszyć wzajemnie. Nie każdy przypadek jest łatwy ale również nie wszystkie zagrażają życiu lub zdrowiu dziecka. Jak każda choroba, również ta ma różne nasilenie u różnych ludzi, a wspieranie polega chyba na dodawaniu sobie siły do walki...
 
     
A/Mulesia 
Zaufani początkujący
Danka


Wiek: 55
Dołączyła: 17 Maj 2007
Posty: 171
Wysłany: 2009-01-18, 11:37   

iwonachat, być może warto , by moderator założył nowy wątek dla tej dyskusji.

Nie było moim zamiarem dołowanie kogokolwiek. Zresztą dzieci, o których piszę są leczone , często z zadowalającym skutkiem.

Po prostu chciałam pokazać, że ta "naczyniakowa tęcza" ma wiele kolorów.
_________________
Pozdrawiam . Mama Piotrusia.
 
     
Olka1988
Zaufani początkujący


Dołączył: 22 Maj 2009
Posty: 1
  Wysłany: 2009-05-22, 14:37   

Witam!
Jestem tu nowa. Moja córeczka urodziła się 1.01.2009r. Ma małego naczyniaka na główce (na górze głowy - kiedyś będzie miała tam włoski, bo puki co ma ich malutko) i jednego ma na pleckach. Są one małe i wypukłe (bardzo czerwone) Do tego ma z tyłu główki ale tego płaskiego. Taka jakby czerwona plama. Czy powinnam udać się z tym do lekarza ? Nasz pediatra jak większość lekarzy mówi że nie ma się czym przejmować bo prawdopodobnie naczyniak sam zniknie. Mnie jednak martwią te naczyniaki. Dodam że pierwszy pojawił się jak córeczka miała dwa tygodnie (ten na główce - na górze), drugi pojawił sie jak mała miała około półtora miesiąca (ten płaski z tyłu główki), trzeci powstał około miesiąc temu (ten na pleckach). Boję się że pojawią się kolejne lub że te zrobią sie duże. No ale co mam robić ??? Czuję się bezradna. Czy powinnam iść z tym do pediatry po skierowanie do chirurga??? A może na onkologie ??? Czy mogę jechać bez skierowania ??? POMÓŻCIE!!! :-( :-( :-( :-( :-(
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8